Pasja: jeździectwo

02 March 2016
Category Informacje
Pasja: jeździectwo
„O chomącie wykończonym błyszczącymi okuciami” rozmawialiśmy z Joanną - wychowanką SIEMACHY, licealistką i wolontariuszką w stadninie „Przyjaciel konika”.


Na początku naszej rozmowy chciałam Cię zapytać czy zgodzisz się z arabskim powiedzeniem umieszczonym na wstępie książki „Besson i Demona”, Władysława Byszewskiego i Michała Wierusz – Kowalskiego „Zdobądź serce swego konia, potem dotrzyj do jego umysłu, wtedy będziesz mógł użyć jego siły według swojego zamysłu”?
Tak, to przepiękne słowa oddające sens jeździectwa. W tej frazie koń jawi się jako przyjaciel człowieka. To zwierzę, które odczytuje emocje jeźdźca – łączy ich wyjątkowa więź, właśnie ta więź niczym „oddanie” jest najistotniejsza.

Od kiedy trwa  Twoja przygoda z jeździectwem?
Konie i jeździectwo interesuje mnie od kiedy sięgam pamięcią. W dzieciństwie bawiłam się zabawkami, które były końmi. Doskonale pamiętam jedną z nich – był to pegaz. Tak na poważnie o jeździectwie zaczęłam myśleć będąc w IV klasie szkoły podstawowej, miałam 11 lat, wtedy byłam na pierwszym dwutygodniowym obozie jeździeckim – Ranczo – w Stajni Koni Huculskich w Pcimiu. Dosiadałam wtedy klaczy  o imieniu Reszka.

Jak trafiłaś do stadniny „Przyjaciel Konika”?
Szukałam w Krakowie lub okolicy stadniny, w której mogłabym regularnie szlifować swoje umiejętności oraz przebywać z końmi.  Znalazłam trzy interesujące mnie miejsca, z pomocą przyszła także Pani Alina Romanek (wychowawca), która poleciła mi stadninę „Przyjaciel Konika”. Poznałam właściciela Pana Bogumiła, który zaproponował mi współpracę.

Co daje Ci wolontariat w stadninie?
Od samego początku byłam oczarowana tą stadniną – było to miejsce pozornie puste, otoczone lasem, opustoszałymi  fortami, błogą ciszą, w zasięgu wzroku padok dla koni. Podczas cotygodniowego wolontariatu mam kontakt ze wspaniałymi, pełnymi pasji ludźmi, którzy tak jak ja, chcą uczyć się od koni odwagi, waleczności, sprytu. Obcowanie z końmi daje mi swoiste poczucie bezpieczeństwa.

Pomagasz także w zajęciach z hipoterapii w programie zajęć dla osób niepełnosprawnych?
Tak, hipoterapia jest wyjątkowym sposobem rehabilitacji – opartej na kontakcie z koniem, jeździe i ćwiczeniach. W stadninie „Przyjaciel Konika” z tej formy rehabilitacji korzystają głównie dzieci i młodzież. Moim zadaniem jest opieka i prowadzenie konia, dodatkowo współpraca z hipnoterapeutą – czyli asekuracja i pomoc w wykonywaniu ćwiczeń uczestnikowi zajęć. To dla mnie niesamowite doświadczenie – widzę jak dzieci, a także młodzież podejmują wyzwania, rozwijają się, przełamują swoje lęki, a co za tym idzie stają się spokojne – zrelaksowane i bardziej  sprawne.

Pracujesz z jednym koniem?
Nie, na każdej kolejnej jeździe pracuję z innym koniem. Widzę wyłącznie plusy takiego układu, ponieważ każdy koń to dla mnie nowe wyzwanie –  inny temperament – na przykład gorącokrwistość, zimnokrwistość, tempo. Konie inaczej reagują, czy też nawiązują kontakt. Koń to zwierzę nieszablonowe, cechuje je świeżość. Dzięki temu nabieram doświadczenia, czuję się przygotowana na każdą sytuację – tę ekstremalną także.

Czy zdarzają Ci się kontuzje i czy jest ich dużo?
Tak, jeździectwo niesie ze sobą ryzyko kontuzji. Jeśli chodzi o upadki – to poważny zdarzył się raz, kilkukrotnie spadłam z kucyka (śmiech). Podczas dokonywania zabiegów pielęgnacyjnych „dorobiłam” się także blizny – koń pchnął mnie na żłób (od redakcji: koryto w stajni). Takie sytuacje zdarzają się wtedy, gdy towarzyszą mi negatywne emocje, te udzielają się koniom, które wyczuwają nastrój jeźdźca –  skutkuje to narowistością i zuchwalstwem koni.

Co daje Ci uprawianie jeździectwa?
Poprzez jeździectwo spełniam swoje marzenia. Sięgając pamięcią wstecz, jako mała dziewczynka fantazjowałam o lataniu – chciałam posiadać taką zdolność – jazda konna niejako przypomina mi właśnie lot. Nie przypominam sobie także bym kiedykolwiek po jeździe konnej była smutna, przybita, nawet gdy  trener daje mi „żołnierski wycisk”.

Czy Twoim zdaniem jeździectwo jest sztuką, w której wiedza i wiara nie mają specjalnego zastosowania?
Dla mnie jeździectwo to sztuka – patrzenia na konia. A co za tym idzie warto wiedzieć jak patrzeć. Należy nabyć wiedzę dotyczącą języka koni, opartą na kontakcie niewerbalnym. Pamiętam mój pierwszy referat dotyczący między innymi budowy konia, jego pielęgnacji, oporządzania, siodłania, elementów uprzęży konia. Konie to zwierzęta, które w mojej opinii potrzebują szczególnej opieki – swoją niewiedzą można wyrządzić im niesłuszną krzywdę.

Czy można wobec tego założyć, że podstawą osiągania sukcesów jest praca i analiza efektów, które ona przynosi? 
Oczywiście, że tak. Wielu uważa, że jazda konna to nic trudnego – pozory mylą. Za tą umiejętnością stoi wiedza oparta na doświadczeniu. To wielogodzinne treningi spędzone na padoku z końmi, nierzadko ból, pot, poważne kontuzje. Pamiętam jak z przyjaciółmi podczas treningów (pracowaliśmy wtedy nad dosiadaniem konia) robiliśmy sobie nawzajem zdjęcia, a potem analizowaliśmy nasze błędy – naszym celem była eliminacja niepożądanych omyłek. To właśnie te „cienie” pozwalają nauczyć się jeździectwa, „blaski” –  przychodzą później.

Jak widzisz siebie za 10 lat, dalej „będziesz w siodle”?
Nie zrezygnuję z jeździectwa. Chciałabym kupić i utrzymać swojego konia. Do zdobycia są też odznaki Polskiego Związku Jeździeckiego – na początek brązowa odznaka jeździecka, potem srebrna, daje ona możliwość bycia instruktorem – a wreszcie jest także złota!

 
 
 
 
25 lat SIEMACHY close